sobota, 30 marca 2013

Rozdział II '' And what if you see me, when you don't know anything about me? ''

~ II ~



   Zebranie skończyło się dobrych dziesięć minut temu, ale wszyscy byli jeszcze na sali. Nauczyciele i uczniowie rozmawiali w niewielkich grupkach, a pomiędzy nimi krzątali się konserwatorzy i sprzątaczki, układając ławki i składając mikrofony, głośniki. Tylko Mirien stała sama w kącie i, udając, że sprawdza coś na telefonie, rozcierała obolały po upadku tyłek. Ukradkiem spoglądała na ciemnowłosego chłopca - Dominika Bukowskiego. Była w szoku. Jej matka dołożyła wszelkich starań aby w szkole, do której zapisała nastolatkę nie było żadnych polaków. Dziewczyna nigdy nie dowiedziała się jak kobieta osiągnęła ten cel, skoro szkoła pełna była najróżniejszych narodowości, jednak, przez trzy lata, ani razu nie usłyszała tu polskiego nazwiska. Aż do teraz.
   Gdzieś na sali rozległ się ''cichy'' chichot. Mirien obejrzała się w odpowiednią stronę, a jej wzrok zatrzymał się na trójce dziewcząt - Lubawie, Sifie i Wasilinie. Ich pogardliwe uśmieszki do reszty wyrwały Sasin z zadumy i przywołały błysk wspomnień sprzed paru minut.
   ''... dziewczyna z cichym <<tapnięciem>> zsunęła się z ławki. Wszyscy obecni utkwili w niej pytające spojrzenia. 
- Eee, wszystko w porządku, panienko Sasin? - spytała z nutą troski w głosie Rulie. Normalna reakcja, zważając na fakt, że twarz nastolatki wyglądała dość niezdrowo: jak z kredowego pyłu, który w wyniku drżenia jej ciała miał zaraz się rozsypać. - Dobrze się czujesz? Może ktoś powinien pójść z tobą do pielęgniarki? 
- N-niee, wszystko okay. Po prostu się zamyśliłam. - Gorszej wymówki chyba nie miałam! Z zamyślenia spadłam z ławki? Jednak nauczycielka zrozumiała chyba, że dziewczyna chce szybko skończyć temat, więc tylko kiwnęła głową i wróciła do prowadzenia spotkania.
- No, to teraz już krótko: konkrety dotyczące wyjazdu. A więc..
   Mirien cichutko wślizgnęła się z powrotem na ławkę. Mimo to większość towarzystwa wciąż nie spuszczała z niej wzroku, jedynie Rulie sprawiała wrażenie, jak gdyby nic jej nie przerwało. Wkrótce jej śladem podążyła reszta rady pedagogicznej, potem uczniowie. Kiedy jednak nawet <<trojaczki>> przestały spoglądać na Mirien, ta wciąż miała wrażenie, że coś jest nie tak. Czuła się spięta, miała gęsią skórkę a wszystko to z powodu przeczucia, że ktoś ją obserwuje. Zabrakło jej jednak odwagi, by sprawdzić kto to. Gdy w końcu zdecydowała się rozejrzeć, szybko tego pożałowała. Jej spojrzenie utkwiło w należących do wysokiego szatyna szmaragdowo-zielonych tęczówkach o odcieniu prawie tak zimnym, co świecąca z nich pogarda.''

***

   W niedzielę wieczór Molly pomagała Mirien pakować się na wyjazd. Jako że blondynka postanowiła zabrać jedynie ulubione ubrania, z planem dokupienia nowych w razie potrzeby, szybko wcisnęły wszystko do niewielkiej walizki. Następnie, chcąc miło zapamiętać ten ostatni w najbliższym roku wspólny wieczór, ustaliły, że urządzą sobie mały maraton filmowy z finiszem o 3 nad ranem. Sasin ruszyła do kuchni przygotować coś do podgryzania, podczas gdy Mo zajęła się pracami nad samym seansem. Gdy już skończyła wyszła z pokoju i skierowała się do łazienki z zamiarem zmycia makijażu i przebrania się w piżamę.
- Mmm, Molly naprawdę jest wspaniała! - doszedł szatynkę głos z kuchni, znajdującej się na parterze domu, należący do mamy Mirien - Sehane. Pod nosem Mo pojawił się mały uśmieszek. - Taka miła i kochana.. naprawdę, cieszę się, że masz taką przyjaciółkę, szczególnie po całej tej sytuacji z ... no, z sama wiesz kim... Ach, nie ważne, gdzie są te chrupki?..
   Molly stała chwilę w drzwiach sypialni Sasin, zastanawiając się, jaki był sens słów Sehane. Po chwili jednak wzruszyła ramionami i ruszyła dalej korytarzem. Bliżej łazienki znajdował się pokój 10 - letniej May' i , z którego właśnie wyszła ów dziewczynka. Na jej twarzy jak zwykle malował się uśmiech, jednak rozpłynął się momentalnie, gdy tylko ujrzała Mo.  Następnie rozejrzała się szybko, szukając Mirien. Nie widząc siostry, Maya pobladła i zachwiała się lekko, łapiąc za framugę drzwi. Szatynka prychnęła cicho. Położyła rękę na biodrze i obserwowała ruchy dziesięciolatki..

***

Maya pożegnała się z przyjaciółką. Po tym, jak co wieczór, usunęła Wiktorię ze swoich kontaktów na Skype. Nigdy nie wiadomo, kiedy mama przyjdzie i sprawdzi komputer dziewczyny, a takiej sytuacji lepiej, żeby nie znalazła polki wśród znajomych May'i. Dziesięciolatka przeciągnęła się mocno i wstała z zamiarem pójścia do kuchni. Pod nosem nuciła tekst piosenki, którą usłyszała parę dni wcześniej w pokoju siostry.
- Stop, stop breaking my heart, I love you girl! Stop, stop breaking my heart..
   Otworzyła drzwi i zamarła. Po korytarzu szła Molly z tym wrednym, pewnym siebie uśmieszkiem, który jedynie Maya miała nieszczęście widywać. Przyjaciółka Mirien przed wszystkimi przyjmowała maskę ułożonej, pogodnej, mądrej i niezwykle miłej, czarującej dziewczyny. Wszyscy ją uwielbiali. Do pewnego  momentu Maya czuła to samo. Aż, któregoś letniego wieczoru, dwa lata temu, ujrzała Molly otoczoną grupką facetów spod tak zwanej ''ciemnej gwiazdy'', przy ścianie niewielkiej uliczki. Już miała szukać pomocy, gdy usłyszała śmiech. Nie obleśny śmiech napalonego zboczeńca, a dźwięczny śmiech pięknej Mo, która przyciągnęła jednego z otaczających ją typów i, przesuwając papieros w kącik ust, obdarowała go pocałunkiem angażując w niego swój język z obrzydliwą wręcz perwersją. Dookoła nich rozległy się gwizdy, ''ochy'' i '' achy'', śmiechy oraz pomruki  aprobaty. Mo coraz odważniej zabawiała się z mężczyzną. Jej lewa dłoń powoli wsunęła się w jego spodnie, zatrzymując na kroczu, a on, powiedzmy, nie pozostawał jej dłużny. Już wtedy Maya wiedziała, że powinna uciekać, ale nie mogła nawet wzroku oderwać od szokującej sceny. To ją zgubiło.
- E, a to co..? - krzyknął jeden z grupki obserwujących . Prawdopodobnie był już porządnie spity, gdyż jego oczy, w swym okrężnym  tańcu, tylko od czasu do czasu zatrzymywały się na dziewczynce. Wystarczyło to jednak by ją zauważył i cała banda po chwili zwrócona była ku May'i.
- Ta mała dziwka.. - syknęła Mo, mrużąc swoje kocie oczy w wąskie szparki. -  Łapcie ją, debile!
   'Kolegom'' nie trzeba było dwa razy powtarzać, zareagowali wszyscy, natychmiastowo, choć każdy na inny sposób. Trójka po prostu odepchnęła się od muru po czym runęła na ziemię, nie będąc w stanie zrobić kroku, a jeden z nich już rzucał się we własnych wymiocinach. Pozostała czwórka, w pełni lub w pewnym stopniu chociaż trzeźwa, rzuciła się na dziewczynkę. Maya, naturalnym odruchem, spróbowała oczywiście uciekać, jednak wystarczyło parę sekund, by znalazła się w uścisku śmierdzącego wódą gościa. Po chwili leżała u stóp Molly, trzymana dość ''niedelikatnie'' za włosy.
- Haha, myślałaś, że zwiejesz.. Ooch, nie obraź się, skarbie, ale zawsze wydawałaś mi się głupia - mówiła, tonem kochającej matki, Mo. Wyraz jej twarzy pozostawał ten sam, co zwykle, a jednak było w niej coś, co wprawiało May'ę w dzikie przerażenie. - Echh.. co zrobić? Widziałaś trochę za dużo, żebym po prostu wcisnęła ci jakiś kit, w który jako tępa dziunia zaraz uwierzysz. Najwyraźniej trzeba cię wtajemniczyć. A więc: primo, oto ja, secundo, powiedz coś komuś, z siostrą na czele, a ten kolega taplać się będzie w twoich flakach, zrozumiano? - powiedziała wskazując na podnoszącego się z wymiotów chłopaka. - Zrozumiano? - powtórzyła, tym razem ostrzej, gdy nie doczekała się od dziewczynki żadnej odpowiedzi.
   W tym momencie Maya ucieszyła się, iż jest podtrzymywana, choćby w ten mało komfortowy sposób. Wiedziała, że paraliżujący ją strach nie pozwoliłby jej ustać o własnych siłach, a dzięki ów ''pomocy'' mogła hardo (takie przynajmniej było założenie) wpatrywać się w twarz Mo. Doszła do wniosku, że nastolatka, ze względu na Mirien i resztę rodziny, nie odważy się jej skrzywdzić. Jak bardzo się przeliczyła..
   Parę godzin później Molly przyniosła May'ę do domu w stanie lekko naruszonym; ze złamaną nogą, rozciętym czołem i masą licznych zadrapań i siniaków na różnych częściach ciała. Ze łzami w oczach opowiadała jak to znalazła dziewczynkę krwawiącą paręset metrów od domu, otoczoną bandą facetów, a następnie zadzwoniła po policję i, gdy ta przyjechała i rozgoniła mężczyzn, po cichu zabrała poszkodowaną. Mirien zajęta był opatrywaniem ran May'i i doglądaniem jej do czasu przyjazdu karetki, a Sehane była zbyt naładowana emocjami by spytać czemu Molly uciekła przed policją? dlaczego od razu nie zawiadomiła karetki?..

***

   Dziesięciolatka, gdy tylko odzyskała część zmysłów zerwała się i pobiegła w stronę łazienki, najwyraźniej chcąc uciec przed Mo. Szatynka była mimo wszystko szybsza i tuż przed drzwiami złapała May'ę, szarpnęła jej łokieć i, łapiąc klamkę, patrzyła jak dziewczynka z głuchym łoskotem upada na drewnianą podłogę. Wydała z siebie cichy jęk, umilkła jednak natychmiast pod groźnym spojrzeniem Molly.
- Co tam się dzieje? - pytała z dołu Sehane.
- Nic! - odparła słodko Mo. - Maya się potknęła, ale już jest okay.
   Następnie posłała zamarłej na ziemi dziewczynce przymilne spojrzenie, delektowała się jej widokiem, przywodzącym na myśl dzikie zwierzątko widzące drapieżną bestię, trwające w przerażeniu i bezsilności, po czym zamknęła się w łazience.

**********

Nooo, oto kolejny rozdział.Nie ma co się nad nim rozpisywać, wciąż pisany na siłę, a ja wciąż czekam aż wróci mi wena do tego opowiadania. Nie jest zbyt długi, za to jutro lub pojutrze dodam krótki.. hmm, one-shot?, który pisałam 2 czy 3 lata temu, więc please, nie zabijcie mnie za fabułę, bo poza tym to wprowadziłam małą korektę, więc pod tym względem jest do zniesienia. III rozdział postaram się dodać szybko, gdy tylko już coś wymyślę :P
I na razie to tyle.. Dziękuję za to, że czytacie moje wypociny, składam prośby, o ile nie błagania o komentarze i głosy w ankietce niżej i żegnam się :)
Do przeczytania,

Choi Joligae~

czwartek, 28 marca 2013

Ot, pierdoła..

Hej! Pisze ta notke, bo jak widzicie nowy rozdzial znow sie przeciaga, ale to dlatego, ze nie mam dostepu do komputera ( obecnie pisze z telefonu). Dodam go jednak gdzies w ten weekend swiateczny, takze do przeczytania ;)
~ ChoiJoligae