~ I ~
- Więc? Zgadzasz się? - spytała dyrektorka trochę zniecierpliwiona. Nic dziwnego, skoro dziewczyna już dobre pół minuty siedziała naprzeciwko z rozdziawionymi ustami.
- J-ja? Dostałam się? Chyba pani żartuje! Jasne, że chcę jechać! Jeju, Koreo Południowa - nadchodzę! - pisnęła Mirien i wybiegła z pokoju. Za jej plecami słyszała jeszcze jakieś krzyki i śmiechy sekretarek, ale nie zwracała na to uwagi. Teraz liczyło się tylko jedno - jedzie do Seul'u!
- Sasin, udało ci się?! - dobiegł ją głos Molly. Wysoka dziewczyna długimi, czarnymi włosami kierowała się w stronę rozanielonej przyjaciółki z drugiego końca korytarza.
- Tak! Mo, w końcu jadę do Korei!
Dziewczyny padły sobie w objęcia i zaczęły skakać po całym holu. Dopiero po chwili Mirien zdała sobie sprawę z tego, że jej ciężkie buty nie pasują do takich wesołych igraszek, nie mówiąc już o tym, że może zgnieść przyjaciółce stopę. Chrząknęła, poprawiła koszulę, która podwinęła się podczas nagłego wybuchu radości i szybko ruszyła z Molly w stronę wyjścia, zobaczywszy, że wszyscy się na nią gapią. Nic dziwnego - w szkole uchodziła raczej za typ osoby opanowanej i dojrzałej. Taki był jej image.
- I co, kiedy wyjeżdżasz? - spytała Molly, gdy dziewczyny wyszły już przed szkołę. Zeszły ze schodków i poszyły szerokim chodnikiem prowadzącym do głównej bramy.
- W przyszły poniedziałek..
- Co?! To tylko.. sześć dni! W tydzień masz wyjechać na drugi koniec świata?
- Hej, no przecież to nie moja wina.
- No wiem, ale.. - głos Molly odrobinę zadrżał. - P-przecież ty na pewno się nie wyrobisz! Ja cię znam - pół roku by ci nie wystarczyło - Mimo że Mo się nie myliła, Mirien wiedziała, że co innego trapi przyjaciółkę.
- Oj, no nie martw się. Słuchaj, nie wyjeżdżam na zawsze.. to tylko rok, a przecież możemy się spotkać w ferie zimowe i na święta? Nie musimy urywać kontaktu..
- Co ty gadasz? Przecież się nie martwię - nie mam najmniejszego zamiaru dać ci ode mnie odpocząć!.. - powiedziała Molly, chociaż obydwie wiedziały, że próbuje okłamać samą siebie. Dalsza część rozmowy kręciła się wokół rzeczy, które Sasin ma wziąć ze sobą na wyjazd.
***
Mirien narzuciła na ramiona cienką bluzę.
- Wychodzę! - krzyknęła w stronę wnętrza domu i zanim ktokolwiek odpowiedział zamknęła za sobą drzwi. Ruszyła niezbyt ruchliwą uliczką prowadzącą do centrum miasta i po raz pierwszy od powrotu ze szkoły głęboko odetchnęła. Nie sądziła, że cały ten wyjazd narobi takiego zamieszania. Pewnie, ona też była podekscytowana, przechodziła wręcz stan euforii - w końcu jedzie do swej wyśnionej Korei! Mimo wszystko.. W pewnym momencie temat zaczął ją męczyć. Ile można? W domu nikt nie mówił o niczym innym. Maya, młodsza siostra Mirien, skakała po łóżku targana emocjami, później dopiero miała się domyślić, że to niecodzienne wydarzenie prowadzi do rozstania się na dość długi czas z jej ukochaną starszą siostrzyczką. Matka dziewczyny krążyła po całym budynku raz pochlipując cicho gdzieś w kąciku, raz śmiejąc się radośnie, raz drżącą ręką sięgając po stojący w barku w salonie Gin. To ostatnie próbowała robić tak często, że Mirien musiała w końcu ukryć porządnie opróżnioną już butelkę. Dziewczynę mocno zaniepokoiło zachowanie kobiety. Coś było nie tak, Sehane nigdy nie zachowała się w taki sposób.. Czyżby tak bardzo przeżywała wyjazd córki..? Cóż, Mirien postanowiła odstawić to na później.
Próby zmiany tematu podczas rozmowy z przyjaciółką również okazały się bezskuteczne - Molly zawsze znalazła sposób by wrócić do wyjazdu.
Nic więc dziwnego, że Mirien poczuła się przytłoczona, potrzebowała chwili spokoju. Wyłączyła telefon i wyjęła MP3. Jak zwykle, przed włączeniem urządzenia nie mogła się powstrzymać od dania sobie chwili na zachwyt. Niewielkie, zgrabne, ciemnozłote cudo z krwistoczerwonymi akcentami. Z tyłu, na dolnej części ''empetrójki'' wygrawerowane było nazwisko i imię Mirien, prawdziwe imię. Maria Sasin. Sehane zabroniła jej go używać. Nigdy nie podała powodu, ale właściwie nie musiała. Ojciec Mirien, Daniel, był polakiem, jego pomysłem było nadanie ich pierwszemu dziecku polskiego imienia. Kiedy jednak osiem lat temu, niedługo po urodzeniu się May'i, zniknął, zrozpaczona Sehane, zniszczyła wszystkie dowody jego istnienia: zdjęcia, listy, dokumenty, zabroniła o nim wspominać, a nawet wypowiadać prawdziwe imię Mirien. Dziewczyna była pewna, że ojca już więcej nie zobaczy i właściwie specjalnie jej to nie przeszkadzało. Jeżeli ja go nie obchodzę.. nie mam zamiaru być jedyną, która kocha. Przełom stanowiła ów MP3. Najcenniejsza rzecz, jaką posiadała. Nie chodziło oczywiście o wartość w monecie, a o uczucia, sentyment. Jedyna rzecz, która przypominała o istnieniu jej ojca. Dostała ją trzy lata temu, na swoje piętnaste urodziny. Nie wiadomo skąd, lub od kogo - bo na pewno nie od matki - mężczyzna wiedział jak ważna dla dziewczyny jest muzyka, można więc powiedzieć, że trafił w dziesiątkę. W paczce z odtwarzaczem schowany był krótki, lecz dość znaczący liścik.
***
Trzy dni później odbyło się zebranie dla osób biorących udział w wymianie z Uniwersytetem Artystycznym w Seul'u. Pojawiła się na nim oczywiście Mirien, jednak musiała przyjść sama, gdyż żaden jej bliższy znajomy nie jechał razem z nią. Dziewczyna mimowolnie trochę się z tego powodu martwiła - nie chciała na taki szmat czasu zostać sama w obcym kraju.
Spotkanie miało miejsce na sali gimnastycznej. Wchodząc do środka Mirien dowiedziała się, że wszyscy inni uczestnicy już są i całe towarzystwo czekało tylko na nią. Usiadła na brzegu jednej z trzech przygotowanych wcześniej, ustawionych w półkole ławek i przyjrzała pozostałym. Na jednym z miejsc siedziało dwóch chłopców - blondyn i szatyn - oraz trzy dziewczyny na drugim, najwyraźniej przyjaciółki. Sasin nikogo specjalnie nie kojarzyła.
Wszyscy prócz niej mieli już towarzysza(lub nawet dwóch!). Super,myślała Mirien, jeszcze tylko tego mi brakowało, żebym została jedyną osobą bez... kogokolwiek! Kogokolwiek, do kogo mogłabym gębę otworzyć. Zapowiada się ciekawie..
- Witajcie! - po sali rozległ się donośny, żeński głos. Mirien zwróciła głowę w stronę jego właścicielki - nowej nauczycielki muzyki - Rulie Villeneuve. Wysoka, szczupła, ładna. Prawdziwa sensacja wśród męskiej części szkoły. Równe mocne wrażenie wzbudziła jednak u Mirien. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak wielki szok przeżyła nastolatka, gdy przychodząc do szkoły dzień, po wieczornym pościgu dowiedziała się, że jej wybawicielka jest jedną z nauczycielek. - Na wstępie - ciągnęła Villeneuve - gratuluję wam wszystkim! Na startujących pawie czterystu uczniów naszej szkoły, tytuł finalisty, a do tego udział w wymianie z Uniwersytetem Artystycznym w Seul'u, otrzymała jedynie wasza szóstka.
W tym momencie cała zgromadzona między ławami rada pedagogiczna, z dyrekcją na czele, uczciła ów wyczyn oklaskami.
- Co prawda, - ciągnęła Rulie - spis poszczególnych miejsc miał zostać ukryty, ale, jako że wasze wyniki okazały się zaskakująco wręcz wysokie, postanowiliśmy je wam zaprezentować. - nauczycielka wyjęła z kieszeni dżinsów lekko pomiętą kartkę i chrząknęła cicho. Następnie zaczęła kolejno wymieniać nazwiska uczniów. - Szóste miejsce zajęła Sifa Samoa.
Na dźwięk swojego imienia najniższa z trójki dziewcząt, ciemnoskóra, ubrana w zwiewną niebieską sukienkę, podniosła się i uśmiechnęła. Na tle swoich koleżanek wyróżniała się urodą i naturalnością. Jedyny element makijażu na jej twarzy stanowiły pociągnięte tuszem rzęsy. Jej uśmiech był niezwykle radosny, co tylko dodawało jej uroku. Po chwili oklasków, ponownie zajęła swoje miejsce.
- Następne, miejsce piąte zajęła Lubawa Gawriłow.
Lubawa, wysoka, chuda chłopczyca o wysuszonych i zniszczonych blond włosach, wstała niezgrabnie, ukłoniła lekko i usiadła z powrotem na ławce.
- Czwarty w rankingu ulokował się Nicolao Barraza.
Tym razem uniósł się jeden z dwóch chłopców - średniego wzrostu, brązowooki, prawdopodobnie farbowany (zważając na najpewniej hiszpańskie pochodzenie) blondyn. Całkiem przystojny. Wykonał teatralny ukłon, po czym znów znalazł się w pozycji siedzącej.
- A teraz - podium! Miejsce trzecie: Wasilina Smirnow.
Wstała ostatnia z trzech przyjaciółek. Dość ładna szatynka, choć wyglądałaby lepiej, bez, w założeniu, ''seksownej'' pasty (czyt. makijażu) na twarzy. Każdy by wyglądał. Rozejrzała się dookoła, dygnęła i mimo że usiadła w sposób skromny, układając nogi lekko w bok i kładąc dłonie na kolanach, widać było, że puszy się jak paw.
- Miejsce drugie - Ma... Mirien Sasin.
Mirien wstała, jak poprzednicy prezentując się reszcie towarzystwa. Ubrana w ciemno szmaragdową bluzkę, czarne spodnie i sweter oraz ukochane ciężkie glany, uśmiechnęła się delikatnie. Jej uśmiech był bardzo przyjemny i ciepły, pasował do jej bladej cery i niebieskich oczu. Jej niesforne, blond włosy do ramion, jak zwykle w niektórych jedynie miejscach kręciły się w małe loczki. Cóż, urody nie można było jej odmówić. Kiedy jednak inni ilustrowali jej wygląd, ona myślami była przy nauczycielce muzyki, jeszcze sprzed dwóch sekund. ''Ma... Mirien''. Czy ona chciała powiedzieć ''Maria''? W dokumentach szkolnych jestem, przez matkę, zapisana ''Mirien'', więc.. Nie, pewnie mi się wydaje..
- I ostatnie, pierwsze miejsce, złoto, z minimalną, lecz, jak się okazuje, niezwykle znaczącą przewagą punktów nad panną Sasin, zajmuje - Dominik Bukowski!
Słysząc to imię na sali poruszyły się dwie osoby: Dominik, wysoki szatyn o wyraziście zielonych oczach, oliwkowej cerze i poważnym wyrazie twarzy, oraz Mirien, którą na dźwięk polskiego nazwiska przeszły tak mocne dreszcze, iż dziewczyna z cichym ''tapnięciem'' zsunęła się z ławki...
**********
No! Uff, dłuuuugo mi zeszło z tą pierwszą notką. Przepraszam, ale - niestety - chwilę po założeniu tego bloga zajęłam się inną historią i kompletnie straciłam wenę do tej. No, teraz jednak powinno już być okay :D Trochę się obawiam, że osoby, które wcześniej zajrzały na bloga już tego nie zrobią, sądząc, że przestałam go prowadzić (w gruncie rzeczy nawet nie zaczynając :P), ale cóż.. pożyjemy, zobaczymy.
Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał i .. nie zanudził xd Wiem, że mało tu akcji, ale ten rozdział miał być takim wprowadzeniem (ponieważ nie chciało mi się pisać prologu, skoro zaczęłam już trochę tego), pokazać Wam tory, którymi dążyć będzie fabuła, a postacie, ich charaktery i losy, poznacie z czasem. Ja, z rozdziału, jestem mało zadowolona, ponieważ zawiera on elementy, które pisałam ''na siłę'' zaraz po ruszeniu strony i jest trochę zbyt chaotyczny - jest późno i ciężko mi pozbierać myśli..
Hmm.. no, mam nadzieję, że Was zainteresowałam i zachęciłam choć trochę >.<. Uprzedzę jeszcze, że ta opowieść nie ma raczej robić za milusią i pełną optymizmu, choć na pewno dużo będzie w niej nadziei :) Nie będzie to dramat, ale też... a, zresztą, zobaczycie :D
PS: Byłabym wdzięczna, gdybyście zagłosowali w tej małej ankietce pod rozdziałem - ot, chwilka, ale dużo mi pomoże.
Pozdrawiam, żebrzę o komentarze z Waszą opinią i w końcu kładę się spać (TT^TT),
Choi Joligae~
- I co, kiedy wyjeżdżasz? - spytała Molly, gdy dziewczyny wyszły już przed szkołę. Zeszły ze schodków i poszyły szerokim chodnikiem prowadzącym do głównej bramy.
- W przyszły poniedziałek..
- Co?! To tylko.. sześć dni! W tydzień masz wyjechać na drugi koniec świata?
- Hej, no przecież to nie moja wina.
- No wiem, ale.. - głos Molly odrobinę zadrżał. - P-przecież ty na pewno się nie wyrobisz! Ja cię znam - pół roku by ci nie wystarczyło - Mimo że Mo się nie myliła, Mirien wiedziała, że co innego trapi przyjaciółkę.
- Oj, no nie martw się. Słuchaj, nie wyjeżdżam na zawsze.. to tylko rok, a przecież możemy się spotkać w ferie zimowe i na święta? Nie musimy urywać kontaktu..
- Co ty gadasz? Przecież się nie martwię - nie mam najmniejszego zamiaru dać ci ode mnie odpocząć!.. - powiedziała Molly, chociaż obydwie wiedziały, że próbuje okłamać samą siebie. Dalsza część rozmowy kręciła się wokół rzeczy, które Sasin ma wziąć ze sobą na wyjazd.
***
Mirien narzuciła na ramiona cienką bluzę.
- Wychodzę! - krzyknęła w stronę wnętrza domu i zanim ktokolwiek odpowiedział zamknęła za sobą drzwi. Ruszyła niezbyt ruchliwą uliczką prowadzącą do centrum miasta i po raz pierwszy od powrotu ze szkoły głęboko odetchnęła. Nie sądziła, że cały ten wyjazd narobi takiego zamieszania. Pewnie, ona też była podekscytowana, przechodziła wręcz stan euforii - w końcu jedzie do swej wyśnionej Korei! Mimo wszystko.. W pewnym momencie temat zaczął ją męczyć. Ile można? W domu nikt nie mówił o niczym innym. Maya, młodsza siostra Mirien, skakała po łóżku targana emocjami, później dopiero miała się domyślić, że to niecodzienne wydarzenie prowadzi do rozstania się na dość długi czas z jej ukochaną starszą siostrzyczką. Matka dziewczyny krążyła po całym budynku raz pochlipując cicho gdzieś w kąciku, raz śmiejąc się radośnie, raz drżącą ręką sięgając po stojący w barku w salonie Gin. To ostatnie próbowała robić tak często, że Mirien musiała w końcu ukryć porządnie opróżnioną już butelkę. Dziewczynę mocno zaniepokoiło zachowanie kobiety. Coś było nie tak, Sehane nigdy nie zachowała się w taki sposób.. Czyżby tak bardzo przeżywała wyjazd córki..? Cóż, Mirien postanowiła odstawić to na później.
Próby zmiany tematu podczas rozmowy z przyjaciółką również okazały się bezskuteczne - Molly zawsze znalazła sposób by wrócić do wyjazdu.
Nic więc dziwnego, że Mirien poczuła się przytłoczona, potrzebowała chwili spokoju. Wyłączyła telefon i wyjęła MP3. Jak zwykle, przed włączeniem urządzenia nie mogła się powstrzymać od dania sobie chwili na zachwyt. Niewielkie, zgrabne, ciemnozłote cudo z krwistoczerwonymi akcentami. Z tyłu, na dolnej części ''empetrójki'' wygrawerowane było nazwisko i imię Mirien, prawdziwe imię. Maria Sasin. Sehane zabroniła jej go używać. Nigdy nie podała powodu, ale właściwie nie musiała. Ojciec Mirien, Daniel, był polakiem, jego pomysłem było nadanie ich pierwszemu dziecku polskiego imienia. Kiedy jednak osiem lat temu, niedługo po urodzeniu się May'i, zniknął, zrozpaczona Sehane, zniszczyła wszystkie dowody jego istnienia: zdjęcia, listy, dokumenty, zabroniła o nim wspominać, a nawet wypowiadać prawdziwe imię Mirien. Dziewczyna była pewna, że ojca już więcej nie zobaczy i właściwie specjalnie jej to nie przeszkadzało. Jeżeli ja go nie obchodzę.. nie mam zamiaru być jedyną, która kocha. Przełom stanowiła ów MP3. Najcenniejsza rzecz, jaką posiadała. Nie chodziło oczywiście o wartość w monecie, a o uczucia, sentyment. Jedyna rzecz, która przypominała o istnieniu jej ojca. Dostała ją trzy lata temu, na swoje piętnaste urodziny. Nie wiadomo skąd, lub od kogo - bo na pewno nie od matki - mężczyzna wiedział jak ważna dla dziewczyny jest muzyka, można więc powiedzieć, że trafił w dziesiątkę. W paczce z odtwarzaczem schowany był krótki, lecz dość znaczący liścik.
''WYBACZ MI. NICZEGO NIE MOGĘ CI WYTŁUMACZYĆ. NIC NIE JEST JEDNAK TAKIE, JAK SIĘ WYDAJE. NIE UFAJ NIKOMU, ZWŁASZCZA TEJ KOBIECIE. WKRÓTCE SIĘ SPOTKAMY, BĄDŹ CIERPLIWA. CIESZ SIĘ BEZTROSKIM ŻYCIEM - STO LAT!
KOCHAM CIĘ.
DANIEL S.''
Mirien nigdy nie pokazała nikomu swojego skarbu. Nigdy więcej nie dostała też żadnej wiadomości od ojca. List schowała pod obudową MP3. Nie dlatego, że przywiązywała zbyt wielką wagę do jego treści - liczyły się dwie rzeczy: tusz z pióra, które dotykało jego dłoni, i jedynie te słowa - ''kocham cię''.
Kiedy Mirien grzebała wolną, ręką po kieszeniach, próbując odnaleźć słuchawki, jej uszu doszły ciężkie, szybkie kroki. Ktoś biegł. Nie zwracając na to większej uwagi, dziewczyna wciąż dreptała nierównomiernie chodnikiem, jedynie przesuwając się nieznacznie na prawą stronę, chcąc zrobić miejsce biegnącemu. Najwyraźniej jednak i tak mu tego miejsca nie wystarczyło, gdyż w finale dość mocno uderzył w ramię dziewczyny. Ta zachwiała się mocno, uderzając w stojący po jej prawej stronie mur. Poczuła się jakoś dziwnie. Coś było nie w porządku. I nie chodziło jedynie o to, że chuligan nie wydukał ani słowa przeprosin. Mirien zacisnęła dłonie w złości i ... wytrzeszczyła oczy w przerażeniu.
- Gdzie ''empetrójka''..? - wyszeptała.
W panice rozejrzała się dookoła. Urządzenia nigdzie nie było. Jedynie średniego wzrostu mężczyzna w dżinsowych spodniach, czarnej bluzie i dżokejce zamigotał przed jej oczami, po czym zniknął za rogiem. Wiedziona przeczuciem dziewczyna rzuciła się za nim biegiem. Kiedy znów znalazł się w zasięgu jej wzroku, typ obejrzał się przez ramię i przyśpieszył. Mirien postanowiła nie tracić sił na wołanie go, teraz była pewna, że to złodziej. Zamiast tego starała się utrzymać tempo i oddychać w miarę rytmicznie, na wypadek gdyby pościg miał potrwać dłuższy czas. Chwilę później jednak, mężczyzna skręcił w jedną z bocznych uliczek, jakże dobrze znanej dziewczynie drodze, prowadzącej do szkoły Sasin. Przez mniej więcej pół kilometra ulica ciągnęła się bez żadnych odnóg, prócz jednej - tej będącej skrótem, którym codziennie podążała dziewczyna, tej, która łączyła się z końcem trasy obranej przez uciekiniera i wreszcie tej, w którą wbiegła Mirien. W tym momencie przyspieszyła tak, jak tylko mogła. Byle tylko wybiec przed nim. Byle tylko go złapać. Po paru, dłużących się w nieskończoność, sekundach dziewczyna znalazła się u wylotu uliczki. Starając się nie myśleć o drążącym jej dziurę w piersi sercu, rozejrzała się po okolicy. Jeszcze przez sekundę czy dwie nie widziała nikogo, po czym zza zakrętu wyłonił się cel Mirien, poprzedzony dudniącym echem swoich kroków. Mam cię, pomyślała nastolatka, spinając wszystkie mięśnie, by być w stanie zatrzymać mężczyznę. On sam, z oczami przysłoniętymi okularami przeciwsłonecznymi, oglądając się co chwila, nie był w stanie zobaczyć w ciemnościach sylwetki dziewczyny. Dzieliło ich już parę metrów, gdy..
Coś przemknęło tuż obok ramienia Mirien. Ów ''coś'' poruszało się z tak niesamowitą prędkością, że dziewczyna nie była w stanie zauważyć, kiedy dokładnie ''coś'' zmieniło się w piękną, wysoką kobietę, trzymającą pewnym, policyjnym chwytem ręce złodzieja, jęczącego coś pod nosem. Sasin stała, jakby ją zamurowało.
- Co..?
- Ty nędzny wyrzutku! - przerwała jej kobieta, wręcz plując jadem w stronę złodzieja. - Następnym razem dwa razy się zastanowisz, zanim zabierzesz się za kradzież. - ciągnęła, kiedy nagle jej wzrok padł na Mirien, wciąż stojącą w tej samej pozycji.
- A ty, kochana? O co chodzi? Tobie też to tu zalazło za skórę? - powiedziała już znacznie łagodniejszym i milszym tonem, choć podczas wzmianki ''o tym'' w jej słowach dało się wyczuć wstręt.
- T-tak.. ehmm,, moja ''empetrójka''.. - wydukała nastolatka niepewnie wskazując na wijącego się w uścisku kobiety mężczyznę.
- ''Empetrójka''? - kobieta zwróciła wzrok z powrotem na opryszka, ale w jej oczach mignęło coś dziwnego. - Ty szumowino! Jak śmiesz okradać tak młode dziewczęta?! Tyyy..!
Po chwili dżokejka i okulary uciekiniera znalazły się na ziemi. Złodziej okazał się bardziej chłopcem niż mężczyzną, choć nie miał mniej niż szesnaście lat. Spojrzenie Mirien przykuły jego dwukolorowe oczy: prawe, piwno-czerwone i lewe - niebieskie. Jak na filmach.., przemknęło jej przez myśl. Wybawicielce dziewczyny nie zajęło dużo czasu odnalezienie w kieszeni bluzy chłopca odtwarzacza Sasin i po paru sekundach urządzenie znów znalazło się w dłoniach właścicielki. Patrząc na ciemnowłosą kobietę, dziewczyna odnosiła wrażenie, że skądś ją zna. Jednakże, nie potrafiąc określić skąd dokładnie, dała rozmyślaniom spokój.
- Dziękuję - szepnęła, czując wszechogarniającą ulgę.
- Nie ma sprawy, złotko - usłyszała w odpowiedzi. Patrzyła jeszcze przez chwilę jak tajemnicza kobieta wlecze obezwładnionego chłopca, a następnie schowała swój skarb bezpiecznie w kieszeni i ruszyła w stronę domu.
Trzy dni później odbyło się zebranie dla osób biorących udział w wymianie z Uniwersytetem Artystycznym w Seul'u. Pojawiła się na nim oczywiście Mirien, jednak musiała przyjść sama, gdyż żaden jej bliższy znajomy nie jechał razem z nią. Dziewczyna mimowolnie trochę się z tego powodu martwiła - nie chciała na taki szmat czasu zostać sama w obcym kraju.
Spotkanie miało miejsce na sali gimnastycznej. Wchodząc do środka Mirien dowiedziała się, że wszyscy inni uczestnicy już są i całe towarzystwo czekało tylko na nią. Usiadła na brzegu jednej z trzech przygotowanych wcześniej, ustawionych w półkole ławek i przyjrzała pozostałym. Na jednym z miejsc siedziało dwóch chłopców - blondyn i szatyn - oraz trzy dziewczyny na drugim, najwyraźniej przyjaciółki. Sasin nikogo specjalnie nie kojarzyła.
Wszyscy prócz niej mieli już towarzysza(lub nawet dwóch!). Super,myślała Mirien, jeszcze tylko tego mi brakowało, żebym została jedyną osobą bez... kogokolwiek! Kogokolwiek, do kogo mogłabym gębę otworzyć. Zapowiada się ciekawie..
- Witajcie! - po sali rozległ się donośny, żeński głos. Mirien zwróciła głowę w stronę jego właścicielki - nowej nauczycielki muzyki - Rulie Villeneuve. Wysoka, szczupła, ładna. Prawdziwa sensacja wśród męskiej części szkoły. Równe mocne wrażenie wzbudziła jednak u Mirien. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak wielki szok przeżyła nastolatka, gdy przychodząc do szkoły dzień, po wieczornym pościgu dowiedziała się, że jej wybawicielka jest jedną z nauczycielek. - Na wstępie - ciągnęła Villeneuve - gratuluję wam wszystkim! Na startujących pawie czterystu uczniów naszej szkoły, tytuł finalisty, a do tego udział w wymianie z Uniwersytetem Artystycznym w Seul'u, otrzymała jedynie wasza szóstka.
W tym momencie cała zgromadzona między ławami rada pedagogiczna, z dyrekcją na czele, uczciła ów wyczyn oklaskami.
- Co prawda, - ciągnęła Rulie - spis poszczególnych miejsc miał zostać ukryty, ale, jako że wasze wyniki okazały się zaskakująco wręcz wysokie, postanowiliśmy je wam zaprezentować. - nauczycielka wyjęła z kieszeni dżinsów lekko pomiętą kartkę i chrząknęła cicho. Następnie zaczęła kolejno wymieniać nazwiska uczniów. - Szóste miejsce zajęła Sifa Samoa.
Na dźwięk swojego imienia najniższa z trójki dziewcząt, ciemnoskóra, ubrana w zwiewną niebieską sukienkę, podniosła się i uśmiechnęła. Na tle swoich koleżanek wyróżniała się urodą i naturalnością. Jedyny element makijażu na jej twarzy stanowiły pociągnięte tuszem rzęsy. Jej uśmiech był niezwykle radosny, co tylko dodawało jej uroku. Po chwili oklasków, ponownie zajęła swoje miejsce.
- Następne, miejsce piąte zajęła Lubawa Gawriłow.
Lubawa, wysoka, chuda chłopczyca o wysuszonych i zniszczonych blond włosach, wstała niezgrabnie, ukłoniła lekko i usiadła z powrotem na ławce.
- Czwarty w rankingu ulokował się Nicolao Barraza.
Tym razem uniósł się jeden z dwóch chłopców - średniego wzrostu, brązowooki, prawdopodobnie farbowany (zważając na najpewniej hiszpańskie pochodzenie) blondyn. Całkiem przystojny. Wykonał teatralny ukłon, po czym znów znalazł się w pozycji siedzącej.
- A teraz - podium! Miejsce trzecie: Wasilina Smirnow.
Wstała ostatnia z trzech przyjaciółek. Dość ładna szatynka, choć wyglądałaby lepiej, bez, w założeniu, ''seksownej'' pasty (czyt. makijażu) na twarzy. Każdy by wyglądał. Rozejrzała się dookoła, dygnęła i mimo że usiadła w sposób skromny, układając nogi lekko w bok i kładąc dłonie na kolanach, widać było, że puszy się jak paw.
- Miejsce drugie - Ma... Mirien Sasin.
Mirien wstała, jak poprzednicy prezentując się reszcie towarzystwa. Ubrana w ciemno szmaragdową bluzkę, czarne spodnie i sweter oraz ukochane ciężkie glany, uśmiechnęła się delikatnie. Jej uśmiech był bardzo przyjemny i ciepły, pasował do jej bladej cery i niebieskich oczu. Jej niesforne, blond włosy do ramion, jak zwykle w niektórych jedynie miejscach kręciły się w małe loczki. Cóż, urody nie można było jej odmówić. Kiedy jednak inni ilustrowali jej wygląd, ona myślami była przy nauczycielce muzyki, jeszcze sprzed dwóch sekund. ''Ma... Mirien''. Czy ona chciała powiedzieć ''Maria''? W dokumentach szkolnych jestem, przez matkę, zapisana ''Mirien'', więc.. Nie, pewnie mi się wydaje..
- I ostatnie, pierwsze miejsce, złoto, z minimalną, lecz, jak się okazuje, niezwykle znaczącą przewagą punktów nad panną Sasin, zajmuje - Dominik Bukowski!
Słysząc to imię na sali poruszyły się dwie osoby: Dominik, wysoki szatyn o wyraziście zielonych oczach, oliwkowej cerze i poważnym wyrazie twarzy, oraz Mirien, którą na dźwięk polskiego nazwiska przeszły tak mocne dreszcze, iż dziewczyna z cichym ''tapnięciem'' zsunęła się z ławki...
**********
No! Uff, dłuuuugo mi zeszło z tą pierwszą notką. Przepraszam, ale - niestety - chwilę po założeniu tego bloga zajęłam się inną historią i kompletnie straciłam wenę do tej. No, teraz jednak powinno już być okay :D Trochę się obawiam, że osoby, które wcześniej zajrzały na bloga już tego nie zrobią, sądząc, że przestałam go prowadzić (w gruncie rzeczy nawet nie zaczynając :P), ale cóż.. pożyjemy, zobaczymy.
Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał i .. nie zanudził xd Wiem, że mało tu akcji, ale ten rozdział miał być takim wprowadzeniem (ponieważ nie chciało mi się pisać prologu, skoro zaczęłam już trochę tego), pokazać Wam tory, którymi dążyć będzie fabuła, a postacie, ich charaktery i losy, poznacie z czasem. Ja, z rozdziału, jestem mało zadowolona, ponieważ zawiera on elementy, które pisałam ''na siłę'' zaraz po ruszeniu strony i jest trochę zbyt chaotyczny - jest późno i ciężko mi pozbierać myśli..
Hmm.. no, mam nadzieję, że Was zainteresowałam i zachęciłam choć trochę >.<. Uprzedzę jeszcze, że ta opowieść nie ma raczej robić za milusią i pełną optymizmu, choć na pewno dużo będzie w niej nadziei :) Nie będzie to dramat, ale też... a, zresztą, zobaczycie :D
PS: Byłabym wdzięczna, gdybyście zagłosowali w tej małej ankietce pod rozdziałem - ot, chwilka, ale dużo mi pomoże.
Pozdrawiam, żebrzę o komentarze z Waszą opinią i w końcu kładę się spać (TT^TT),
Choi Joligae~
yeey.. w końcu dodałaś ten rozdział ;D. cały czas zaglądałam na Twojego bloga z nadzieją, że w końcu coś się tutaj pojawi i w końcu jest. bardzo mi się podoba Twój styl pisania :). wszystko ładnie opisujesz, więc łatwiej jest to sobie wyobrazić. rozdział bardzo fajny, a opowiadanie ciekawie się zapowiada ;). mam nadzieję, że na kolejny rozdział nie każesz nam zbyt długo czekać? ;)
OdpowiedzUsuńhahah dziękuję ;>
OdpowiedzUsuńszczerze, to sądzę, że ten rozdział strasznie nudzi, ale cieszę się, że Ci się podoba :)
taak, tym razem będzie szybciej - postaram się! - i PLANUJĘ żeby był ciekawszy.
Dziękuję za Twoją opinię~
Mam nadzieję na coś oryginalnego! Nie no. Zapowiada się ciekawie. Całkiem ładne opisy. Podoba mi się! Będę wypatrywała kolejnego rozdziału !
OdpowiedzUsuńDziękuję, postaram się nie zawieść Twoich oczekiwań~!
UsuńO mamuś *o*
OdpowiedzUsuńŁadne opisy, ciekawy pomysł <3
Bardzo mi się podoba. Rozdział jest długi, ale dość szybko się go czyta, bo jest napisany lekko.
Naprawdę świetne :*
Tak na wstępie - sorry, że komentuję dopiero teraz, ale z twoim blogiem spotkałam się może 15 minut temu:P Co chwilę wynajduję jakieś nowe blogi z opowiadaniami o SHINee, gdyż jest to mój ukochany zespół^^ Powiem tak - Boże, dlaczego ja wcześniej nie znalazłam twojego bloga...O.x Co prawda, to dopiero początek opowiadania, ale i tak bardzo mi się podoba. Ok, nie będę się rozpisywać, "idę" czytać następne rozdziały!^^
OdpowiedzUsuńyaay ^^ Bardzo mnie cieszy, że Ci się podoba, ee.. anonimku? :P nie ma sprawy, że komantarz pojawił się "dopiero" teraz, wrecz przeciwnie - to fajnie, że mimo wszystko postanowiłaś coś skrobnąć, dziękuję ;)
Usuń~ChoiJoligae