poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział III "Is this destiny? Or just bad luck.. ..?"

~III~

~ zmiana narracji na 1 os. *na potrzeby rozdziału 3* ~

   - Ghaaa! Nareszciee!.. - stęknęłam, wysiadając z samolotu, rozprostowując obolałe ciało po całodobowej podróży. Usłyszałam mało przyjemne chrupnięcie przesuwających się kości, ale ulga i następujące po niej rozluźnienie były niesamowite. Odetchnęłam głęboko wschodnim powietrzem i po raz pierwszy dałam sobie szansę rozejrzenia się po okolicy. Odkąd pilot poinformował nas o przekroczeniu granicy Korei Południowej, mentalnie przykułam się do siedzenia. Ten kraj ze snów chciałam zobaczyć po raz pierwszy nie przez szybkę okna, a, co najwyżej, przez soczewki, które ze względu na moją krótkowzroczność muszę nosić. Chciałabym powiedzieć, że pierwsze spojrzenie, które rzuciłam na ten inny świat zapychało dech w piersiach, naprawdę, ale tak nie było. Nie poruszył mnie żaden zmysł: wzrok, węch, słuch, dotyk.. W końcu było to jedynie lotnisko, nowoczesne, ale w Anglii już się takich naoglądałam. Nic nowego. Mimo to w oczach stanęły mi łzy. Nie za sprawą czegoś, co mogłabym zobaczyć lub poczuć, a przez sentyment, który uroił mi się w głowie. Sentyment, do spełnionych marzeń. Jeżeli mam być szczera, nigdy do końca nie uwierzyłam, że kiedyś się tu znajdę. Teraz, kiedy tylko parę metrów dzieli mnie od, do tej pory nierealnego, snu emocje buzują we mnie, jak w butli z gazowanym, cytrynowym napojem w mojej torbie, którą lądowanie nieźle "wstrząsnęło'' - dosłownie.
   Cały klimat zdołał się jednak popsuć w ciągu chwili. Najwyraźniej na schodkach prowadzących do wejścia samolotu stałam sekundę za długo, gdyż nagle poczułam jak coś (najprawdopodobniej łokieć) wkręca się w moje żebra. Ktoś przepchał się obok, a ja stęknęłam cicho i złapałam za barierkę, żeby mój pierwszy, literalny kontakt z Koreą nie skończył się złamanym od upadku nosem. Z istną furią w oczach - nie można było, ku*wa, grzecznie przeprosić?! koniecznie trzeba psuć mi tak pamiętne chwile? - obróciłam się by spojrzeć, cóż to za urocza istota zaraz dostanie ode mnie w zęby i zbladłam. Dominik nawet się za mną nie obejrzał, właśnie stawiał pierwsze kroki po powierzchni lotniska.
- On chyba mnie nie lubi - szepnęłam, w założeniu do własnych myśli - ach, ten cudny zwyczaj gadania do siebie. W tym samym momencie na moim ramieniu poczułam ciepło czyjejś dłoni.
- Nie martw się, tego dupka chyba coś dzisiaj porządnie ugryzło. Haha, żart, jego coś pogryzło i wypluło jeszcze w dniu narodzin - brunet wyszczerzył do mnie swe perłowe ząbki, Nicolao. Przełożył mi rękę przez ramię i lekko popychając sprowadził na dół schodków, abyśmy nie torowali przejścia. Z samolotu zaczęła wysiadać reszta pasażerów, łącznie z naszą grupą. Potem blondyn stanął naprzeciw mnie, nie przestając się uśmiechać. Wyciągnął rękę w moją stronę.
- Cześć, jestem...
- Nie - przerwałam mu - wiem, kim jesteś.
- Słuchaj, ty wiesz kim jestem, ja wiem kim ty jesteś, super, ale przedstawić się wypada - powiedział z uporem w głosie, po czym sięgnął po moją dłoń i uścisnął ją stanowczo i serdecznie w geście powitania. - Jestem Nicolao Barraza, pochodzę z Hiszpanii - ha,wiedziałam - mam 19 lat. Miło mi cię poznać.
   Ten człowiek był tak sympatyczny, że nie mogłam się nie zaśmiać.
- Jestem Mirien Sasin, ehmm... - pochodzenie chyba sobie odpuszczę.. - ee, mam 18 lat. Mnie również miło poznać - chłopak obdarzył mnie kolejnym pięknym uśmiechem.
- No, to skoro formalności mamy już za sobą - pociągnął moją wciąż trzymaną przez niego dłoń i jego ręka znów zawisła na moich ramionach - to ruszajmy na podbój!
- Yyy, podbój.. ee, co? - mówiłam, rozkojarzona jego bliskością. Ciężko było mi cokolwiek ogarnąć. Nie chodzi o to, że był jakiś szczególny, po prostu nigdy nie byłam przyzwyczajona do kontaktu fizycznego. Rzadko się przytulam, gdy przez przypadek dotknę czyjejś skóry przechodzą mnie dreszcze, a moja szyja to już w ogóle - powinnam obkleić ją taśmą z napisem ''NIE DOTYKAĆ, GRYZĘ''. Nicolao od tego czułego miejsca oddzielały na szczęście moje włosy..
- Ojj, no! Na podbój Korei, co ty taka niemrawa, dziewczyno? - śmiał się, udając oburzenie. Znaczy, mam nadzieję, że udając..
- A-ach, tak, pewnie... to chodźmy... - zatrzymałam się gwałtownie. - Nicolao, to chodźmy GDZIE?
   Chłopak przez chwilę patrzył na mnie, nie rozumiejąc, o co chodzi. Gdy już miał odpowiedzieć rozejrzał się i pobladł lekko, co wyraźnie odwzorowało się na jego ciemnej skórze. Dookoła nie było nikogo z naszej grupy - uczniów, opiekunów - nikogo.
- Pewnie poszli do taśmy z bagażami, chodź, założę się, że już czekają - zaśmiałam się nerwowo. On kiwnął lekko głową, podnosząc do góry kącik ust, co w założeniu miało pewnie być kolejnym radosnym uśmiechem, ale w finale wyglądało jak dziwny grymas. Bądźmy szczerzy, każdy głupi zobaczyłby, że żadne z nasz  nie uwierzyło w moje słowa. Mimo to ruszyliśmy raźnym krokiem(czyt. pełnym stresu biegiem) w stronę - jak nam się wydawało - punktu wydawania bagaży. Jednak, z powodu słabej orientacji w terenie, parę minut błądziliśmy po lotnisku. W końcu znaleźliśmy nasze walizki, umyślnie nie rozglądając się przy tej czynności na boki - wiedzieliśmy, że nie ma tu nikogo z naszej wymiany, ale żadne nie chciało być tym, które pierwsze to ogłosi. W końcu przełamałam się.
- N-no cóż, wygląda na to.. - zaczęłam drżącym głosem.
- Kuźwa, poszli bez nas! - jęknął Nicolao. Również stęknęłam cicho. Chciałam dać nam jeszcze trochę nadziei, mówiąc, że pewnie czekają na zewnątrz, czy coś, ale prawda jest taka, że byłoby to kompletnie pozbawione sensu. Nicolao powiedział na głos to, co obydwoje myśleliśmy od samego początku.

**********

No, oto pierwsza część 3 rozdziału :D Podzieliłam to na części, bo:
1. Jutro mam wycieczkę szkolną i muszę wstać o 5.00(TxT), więc nie mam czasu siedzieć i pisać dalej;
2. Nie wiem, czy dobrze Wam się czyta te moje długaaśne rozdziały. Jeżeli możecie, to poinformujcie mnie w komentarzach(jeżeli jakieś będą ;___;), czy wcześniejsza długość była ok, czy wolicie żebym dzieliła rozdziały na części, jak tutaj.
Mam nadzieję, że Wam się spodobało ;) Liczę, że jest na tyle okay, że nagrodzisz mnie, Czytelniku, komentarzem...? ;___; Bo tak serio, to to pierwszy rozdział, na który pomysł sam cisnął mi się do głowy - nie pisany na siłę! xD
No, nie nudzę już, do przeczytania :)

~ChoiJoligae

5 komentarzy:

  1. Hmmm... Szczerze mówiąc, to odpowiada mi poprzednia długość rozdziałów. Bez obrazy, ale ten był jak dla mnie trochę za krótki i nie miałam okazji wdrożyć się w akcję opowiadania. Jak dla mnie, to możesz pisać dłuższe części. Ale to tylko moje skromne zdanie, więc tylko proponuję:) Dzięki za dodanie i czekam na następny rozdział!:* Hwaiting!^^
    PS.: chciałabym pisać tak, jak ty...T.T

    OdpowiedzUsuń
  2. Za krótko! I nawet nie próbuj dzielić rozdziałów! Poprzednia długość była bardzo dobra i niech taka zostanie.

    Jeśli chodzi o samą treść, to jestem zadowolona. Jednak jest za krótko, żeby móc wczuć się i tak dalej…

    Czekam na kolejne części. Jestem bardzo ciekawa ciągu dalszego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Za krótkie ;__; O wiele za krótkie ;__;
    Wolę czytać dłuższe. Nie dziel ich!
    Jak zwykle cudownie! Treść wspaniała!
    Lubię takich promiennych chłopaków, a Nicolao wydaje się być miły ^^
    Wspaniałe.
    Czekam na c.d. Hwaiting ~ !

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej:) Hm, czytałam twoją odpowiedź na mój komentarz i jestem ciekawa co to za propozycja xD Niestety nie mogę znaleźć twojego maila tutaj:( Jakbyś mogła, to go gdzieś umieść albo coś, bo chciałabym się z tobą jakoś skontaktować:) Z góry bardzo dziękuję^^ (jakby co, to jestem tą idiotką, co pisała, że płacze na "Królu Lwie"......xD)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się ^^ Czekam na następny~
    Nominowałam Cię do Liebster Award, więcej tutaj: http://you-have-the-choice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń